25.3.09

Analiza: Dlaczego upadł czeski rząd?

Przyczyn upadku trzeba szukać w momencie narodzin gabinetu Topolánka. Wybory parlamentarne z czerwca 2006 roku zakończyły się patem - zwycięskie ODS, chadeckie KDU-ČSL i Partia Zielonych, dostały dokładnie tyle samo głosów co socjaldemokratyczna ČSSD i komuniści z KSČM. Powstał kryzys, który udało się rozwiązać dopiero w styczniu 2007 roku - siedem miesięcy po wyborach. Dopiero wówczas Topolánek (sprawujący urząd premiera od sierpnia 2006 r.) znalazł w szeregach lewicy głosy brakujące do przegłosowania wotum zaufania dla jego rządu.

Jak twierdzi opozycyjna ČSSD, premier zwyczajnie przekupił dwóch jej posłów, a koalicyjna większość opierała się na wątpliwej lojalności uciekinierów. Ci dwaj posłowie byli pierwszymi, gronie tzw. niezrzeszonych. To właśnie niezrzeszeni, stali się z czasem najbardziej wpływową grupą w czeskim parlamencie. Ich szeregi rosły wraz z kolejnymi aferami. Niektórzy byli wyrzucani z klubu, inni demonstracyjnie odchodzili zarzucając macierzystej partii zdradę ideałów.

O aferach tej kadencji można by napisać książkę. Było ich co nie miara, zarówno po lewej, jak i po prawej stronie. Dla losów rządu kluczowe okazały się jednak dwie sprawy. Pierwsza to afera wokół posła Moravy, druga to kłótnia wewnątrz Partii Zielonych wokół tarczy antyrakietowej.

We wrześniu ubiegłego roku czeska telewizja Nova pokazała reportaż, w którym młody Poseł ODS Jan Morava kupuje sfabrykowane fotografie kompromitujące jego klubowego kolegę Vlastimila Tlustego (wtajemniczonego w prowokację), a później namawia rzekomych pracowników agencji detektywistycznej do zdobycia zdjęć córki posłanki Zielonych Olgi Zubovej. Jak mówił, chciał dać jej w ten sposób do zrozumienia, że jest obserwowana. Zarówno Zubová, jak i Tlustý mieli już w szeregach koalicji opinię posłów niepokornych. W efekcie całej sprawy poseł Morava zrezygnował z mandatu poselskiego, a Vlastimil Tlustý jeszcze bardziej skonfliktował się z Topolánkiem. Co więcej, dwóch kolegów Tlustego opóściło klub parlamentarny ODS, po tym jak uznali, że premier zbagatelizował sprawę Moravy i nie zrobił nic, co mogłoby zapobiec powtórzeniu podobnej afery.

Kolejne dwa mandaty koalicja straciła w listopadzie ubiegłego roku. Powodem był ciągnący się od dłuższego czasu konflikt wewnątrz Partii Zielonych, wokół zgody na umieszczenie w Czechach tarczy antyrakietowej. Niepopularnej decyzji rządu sprzeciwiały się również, wspomniana wcześniej Olga Zubová i jej koleżanka Věra Jakubková. Po serii kłótni, obie zdecydowały się jesienią opuścić klub parlamentarny Zielonych. Do ostatniego głosowania obie posłanki były nieszkodliwe dla rządu. Ich stanowisko zmieniło się jednak diametralnie, kiedy po burzliwych obradach rada partii wyrzuciła je ze swoich szeregów.

Od dłuższego czasu grupa posłów niezrzeszonych liczyła więc siedem osób. Kilku z nich wyszło z ław lewicy i konsekwentnie wspierało w głosowaniach rząd - nie mieli interesu, aby głosować za jego odwołaniem. Z drugiej strony, byli niegdysiejsi posłowie koalicji, którym zdarzało się wspierać projekty ČSSD. Lewica chcąc obalić rząd musiała tylko poczekać na odpowiedni moment i spróbować przekonać ich do wspólnego głosowania nad wotum nieufności.

Idealną sytuacją okazała się ostatnia afera wokół Petra Wolfa. Wolf to były poseł ČSSD oskarżony o sprzeniewierzenie ponad 11 milionów koron dotacji z Ministerstwa Środowiska. W czerwcu ubiegłego roku, po konflikcie z Paroubkiem, dołączył do niezrzeszonych i zaczął popierać rząd. W połowie marca Czeska Telewizja pokazała reportaż, na temat niejasnych interesów Wolfa. Na końcu materiału słychać jak doradca premiera Marek Dalík próbuje przekonać reportera, aby zrezygnował z emisji niewygodnego reportażu. Wybuchła burza, która jeszcze nabrała na sile po tym, jak Topolánek potwierdził, że to on poprosił Dalíka, aby pomógł Wolfowi.

Na reakcję opozycji nie trzeba było długo czekać. Posłowie lewicy dołączyli sprawę Wolfa do stałych oskarżeń. Atakowali rząd za bagatelizowanie skutków kryzysu, niejasne zachowanie Prokurator Generalnej Renaty Veseckiej, wypływanie na przebieg spraw sądowych poprzez policję i media.

Postawiony pod ścianą premier uznał, że najlepszą bronią jest atak. Oskarżył opozycję o awanturnictwo i utrudnianie walki z kryzysem, następnie stwierdził, że sprawa Wolfa ma przykryć inną aferę, w którą zamieszana jest lewica. Chodzi o spotkanie sekretarza prezydenta Klausa z lobbystą z ČSSD, w wyniku którego doszło zdaniem Topolánka do zmanipulowania ostatnich wyborów prezydenckich. Doniesienia te wyglądają jednak dziwnie, wziąwszy pod uwagę, że parlament wybrał ostatecznie głową państwa popieranego przez ODS Klausa, a kandydat ČSSD wybory przegrał. Co więcej, Topolánek nie przedstawił żadnych dowodów swoich oskarżeń, ponieważ te są utajone. Jego tłumaczenie wyglądało bardzo nieprzekonująco.

O losie rządu zadecydowały ostatecznie głosy byłych posłanek Partii Zielonych, jednego z posłów, którzy opuścili klub ODS w związku z aferą Moravy oraz posła Vlastimila Tlustego, który jeszcze do wczorajszego wieczoru był członkiem klubu parlamentarnego ODS.

W tej historii sprawdza się znane w USA powiedzenie All politics is local. Rząd, który zaczął coraz lepiej radzić sobie w ramach prezydencji, zlekceważył problemy we własnych szeregach. Obywatele docenili międzynarodowe sukcesy w sondażach, ale opozycja z zimną krwią wykorzystała błędy w budowaniu zaplecza politycznego. Jak stwierdziła podczas wczorajszej debaty jedna z posłanek, jeśli chce się rządzić w Unii, trzeba najpierw zrobić porządek na krajowym podwórku. Topolánek najwidoczniej o tym zapomniał.