Ivan Gašparovič wygrał drugą turę wyborów prezydenckich na Słowacji. Z wynikiem 55,5% głosów pokonał kandydatkę opozycji Ivetę Radičovą, którą poparło 44,5% wyborców.
Premier Robert Fico gratuluje zwycięstwa prezydentowi Ivanowi Gašparovičowi. Jak stwierdził dziś przewodniczący słowackiego parlamentu Pavol Paška, teraz koalicja będzie walczyć już tylko z kryzysem. [foto: hnonline.sk]
Zwycięstwo dotychczasowego prezydenta to dobra wiadomość dla rządzącej koalicji. Przez najbliższe pięć Gabinet Roberta Ficy może liczyć na to, że Gašparovič nie będzie się wtrącał w politykę rządu i współpraca na linii prezydent-premier będzie się układała harmonijnie. To właśnie prezydent obiecywał wyborcom, podkreślając jak ważna w polityce jest stabilność i spokój, zwłaszcza w czasie kryzysu. Przez ostatnie miesiące Gašparovič chwalił poczynania rządu, a premier odwdzięczał mu się, zapraszając na konferencje prasowe, na których wspólnie ogłaszali kolejne sukcesy wspólnej polityki. Gašparovič otwarcie stwierdził, że jego porażka byłaby porażką dla rządzącej partii SMER, dodał przy tym, że sam czuje się "jakby członkiem" SMER-u - ugrupowania, które wciąż przewodzi w sondażach. Kilka dodatkowych procent głosów zapewniła prezydentowi Słowacka Partia Narodowa (SNS) i jej kontrowersyjny przywódca Ján Slota. SNS bezpardonowo atakowała kandydatkę opozycji i popierających ją przedstawicieli mniejszości węgierskiej: "Nie możemy pozwolić, aby prezydenta wybrała nam bogata Bratysława i mniejszości narodowe!" - apelowali liderzy partii. Tak zwana "karta węgierska" stała się więc znów ważną kwestią na słowackiej scenie politycznej. Jedynym niezadowolonym w koalicyjnych szeregach jest Vladimír Mečiar, szef HZDS, od lat skłócony z Gašparovičem.
Iveta Radičová, która w tych wyborach startowała jako wspólna kandydatka opozycji nie chce mówić o przegranej. Ponad 44% głosów i poparcie blisko miliona Słowaków to nie porażka, ale "nowy początek". W przeciwieństwie do Gašparoviča, Radičová w trakcie tej kampanii uniezależniła się od swojego zaplecza politycznego i wyrasta na nową twarz opozycji. Jednym z głównych pytań wieczoru wyborczego było, czy będzie ubiegała się o fotel przewodniczącego SDKÚ-DS. Dziś siedzi w nim były premier Mikuláš Dzurinda i nic nie wskazuje na to, aby chciał go opuścić. Radičová konsekwentnie ucinała te spekulacje, nie ulega jednak wątpliwości, że opozycja nie może sobie pozwolić na zmarnowanie zdobytego przez nią poparcia. Dzisiejszy wynik jest dla słabej słowackiej opozycji bardzo silnym impulsem, ważnym tym bardziej, że po raz kolejny udało jej się zjednoczyć siły i przynajmniej na kilka miesięcy udało jej się odłożyć na bok partyjne waśnie. Czy w takim stanie uda jej się dotrwać do przyszłorocznych wyborów? Takiej pewności mieć nie można.
Rezultaty wyborów prezydenckich potwierdzają niezachwianą pozycję obozu premiera Roberta Ficy. Obok większości w parlamencie i stabilnego rządu, ma teraz wdzięcznego mu prezydenta. Ivan Gašparovič zdaje sobie sprawę, że gdyby premier wystawił swojego kandydata w tych wyborach, jego reelekcja nie byłaby taka pewna. Premier od lat jest najpopularniejszym politykiem w kraju, a na kierowany przez niego SMER chce głosować ok. 45% Słowaków. Partia ta jest niekwestionowanym faworytem wszystkich najbliższych wyborów.
Świadomy tej komfortowej sytuacji Robert Fico przypuścił dziś kolejny atak na niechętnych mu dziennikarzy. Gratulując zwycięstwa Gašparovičowi, stwierdził że przegranym tych wyborów jest słowacka prasa. Premier zapowiedział, że zajmie się tym tematem już w poniedziałek, tak aby dziennikarze jak najszybciej odpowiedzieli "za wszystkie te brudy, złośliwości, kłamstwa i zarzuty, którymi obrzucali kandydata na prezydenta, pana Gašparoviča".
Więcej o wyborach na Słowacji:
Dziś Słowacy wybiorą prezydenta
Nie chowaj babci dowodu!
Ivan Gašparovič zwyciezcą pierwszej tury wyborów prezydenckich na Słowacji
Obama ze Słowacji