Już za miesiąc, Słowacy będą wybierać nową głowę państwa. Kampania wyborcza wychodzi na ostatnią prostą.
O najwyższy urząd w państwie ubiega się siedem osób, ale tylko dwójka kandydatów może się poszczycić przynajmniej pięcioprocentowym poparciem w sondażach. Największe szanse na zwycięstwo ma obecny prezydent Ivan Gašparovič, popierany między innymi przez partię obecnego premiera SMER oraz jej koalicjanta Słowacką Partię Narodową (SNS). Główną przeciwniczką Gašparoviča jest Iveta Radičová - posłanka Słowackiej Unii Chrześcijańskiej i Demokratycznej (SDKÚ-DS), minister pracy w rządzie poprzedniego premiera Mikuláša Dzurindy. Radičovowa występuje jako wspólna kandydatka całej opozycji - poza macierzystym ugrupowaniem, popierajają ją chadecy oraz największa partia słowackich Węgrów.
Opublikowane w ubiegłym miesiącu wyniku sondażu dają obecnemu prezydentowi ogromną przewagę. Chce na niego oddać głos 55% respondentów. Kandydatka opozycji może liczyć tylko na 33% poparcie. Jej szanse na zwycięstwo nie są jednak zupełnie zaprzepaszczone, ponieważ wszystko wskazuje, że głową państwa zostanie dopiero zwycięzca drugiej tury głosowania. Wczoraj Centralna Komisja Wyborcza przedstawiła obowiązująca wykładnię niejasnego przepisu konstytucyjnego. Aby zwyciężyć w pierwszej turze kandydat musi zdobyć większość prawidłowo oddanych głosów spośród wszystkich uprawnionych do głosowania. Na to Ivan Gašparovič raczej nie ma szans.
Premier Robert Fico i prezydent Ivan Gašparovič nie szcządzą sobie komplementów. Obaj mają wielkie szanse pozostać na swoich funkcjach przez kolejną kadencję. [foto: ČTK]
Nie zmienia to jednak faktu, że obecny prezydent pozostaje faworytem wiosennych wyborów. Jego przewaga w sondażach cieszy premiera, martwi natomiast media, które wytykają Gašparovičowi jego grzechy z lat '90. Wówczas, stojąc na czele słowackiego parlamentu Gašparovič ramię w ramię z premierem Mečiarem naginał i łamał zasady demokracji spychając młode państwo ze ścieżki integracji europejskiej. Takich zarzutów brak na szczęście w stosunku do lat jego prezydentury. Jak dodają przeciwnicy Gašparoviča, to dlatego, bo prezydent nie robi zupełnie nic.
Kampania obecnego prezydenta jest niezwykle skromna. Gašparovič oficjalnie jej nie prowadzi, a jedynie stał się bardziej aktywny jako głowa państwa. Pojawia się na kameralnych spotkaniach z obywatelami, uczestniczy w konferencjach naukowych, parę dni temu, na forum parlamentu, wygłosił raport o stanie państwa. Wzywa do solidarności społecznej, martwi się o skutki kryzysu, dla każdego ma ciepłe słowo. Jak na razie nie korzysta z bilbordów, mitingów, czy spotów wyborczych w mediach. Wszystko zgodnie z prawem, które zezwala na rozpoczęcie formalnej kampanii dopiero na dwa tygodnie przed datą wyborów, a więc 6 marca.
Iveta Radičová jako jedyna kandydatka prowadzi dwujęzyczną kampanię. Chce w ten sposób zdobyć poparcie blisko 10% mniejszości węgierskiej na Słowacji [foto: mojaprezidentka.sk]
Przepis ten omija Iveta Radičová, która oficjalnie jeszcze nie kandyduje. Mimo to, na ulicach słowackich miast są już jej bilbordy, a sama kandydatka podróżuje po kraju, aby spotkać się z jak największą liczbą wyborców. Ważną rolę w kampanii reprezentantki opozycji gra Internet. Radičová ma profesjonalnie przygotowaną stronę internetową, konto na MySpace, Facebook i Flickr. Wokół jej kandydatury powstały też projekty obywatelskie np. kampania Moja prezidentka pisarza Michala Hvoreckiego, czy projekt Plagat Pre Prezidentku, gdzie każdy może stworzyć własny plakat wyrażający poparcie dla Ivety Radičovej. Wszystkie te przedsięwzięcia mogą kojarzyć się z z kampanią prezydenta Baracka Obamy. I coś w tym musi być, zwłaszcza, że jednym z haseł kandydatki opozycji jest Dokážeme to!, co po słowacku znaczy mniej więcej tyle, co Yes we can!