Prawdopodobnie już w przyszłym roku zlikwidowany zostanie Urząd Wysokiego Przedstawiciela dla Bośni i Hercegowiny (OHR), stwierdził wczoraj Miroslav Lajčák, który obecnie stoi na czele tej instytucji.
Pomysł nie jest nowy, od kilku lat spekuluje się o tym, żeby Urząd Wysokiego Przedstawiciela, który administruje w imieniu Narodów Zjednoczonych i Unii Europejskiej przekształcić w instytucję bardziej dopasowaną do obecnych realiów. Urząd powstał tuż po podpisaniu porozumienia pokojowego z Dayton w 1995 roku. Jego główną rolą miał być nadzór nad wprowadzaniem w życie zapisów porozumienia. Z jednej strony udało się, od tamtego czasu w Bośni i Hercegowinie jest całkiem spokojnie, z drugiej strony - nikt nie ma złudzeń, że wspólne państwo Bośniaków, Chorwatów i Serbów jest fikcją. Siły odśrodkowe dążące do podziału kraju są coraz silniejsze.
Słowacki dyplomata Miroslav Lajčák jest szóstym Wysokim Przedstawicielem dla Bośni i Hercegowiny i jednocześnie Specjalnym Przedstawicielem Unii Europejskiej. [foto: Reuters]
Lajčák otwarcie mówi, że zamknięcie Urzędu Wysokiego Przedstawiciela traktuje jako jeden ze swoich priorytetów. Decyzja taka może zapaść już pod koniec marca przyszłego roku, podczas posiedzenia rady wykonawczej Rady ds. Implementacji Pokoju (w jej skład wchodzą dyplomaci szeregu państw i organizacji międzynarodowych, jej celem jest wsparcie procesu stabilizacji w BiH).
W lutym tego roku spisane zostały warunki, które muszą być spełnione przed możliwym zamknięciem Urzędu. Dwa spośród pięciu są jeszcze załatwione. Pierwszy, to podział majątku narodowego, drugi - status dystryktu Brčko, który pozostaje odrębną częścią Bośni i Hercegowiny, obok Federacji Bośni i Hercegowiny oraz Republiki Serbskiej (nie mylić z Republiką Serbii).
Urząd Wysokiego Przedstawiciela miałaby zastąpić podobna instytucja, z mniejszymi kompetencjami, nadzorowana już tylko przez Unię Europejską. Miałby zatem zostać powtórzony wariant z Kosowa, gdzie, od dziś oficjalnie, rolę oenzetowskiego UNMIK przejmuje unijny EULEX. To logiczne rozwiązanie. W końcu Wspólnocie najbardziej zależy na stabilnym rozwoju Bałkanów Zachodnich i jak najszybszym związaniu ich z resztą kontynentu. Można mieć tylko wątpliwości, czy podobnie myślą politycy w tym regionie.