Po kilkumiesięcznym kryzysie w słowackim parlamencie zawiązała się większość gotowa poprzeć Traktat Lizboński. Za jego ratyfikacją od początku opowiadała się rządząca koalicja, brakowało jej jednak pięciu głosów. Dziś jedna z partii opozycyjnych zapowiedziała poparcie dla traktatu.
Problemem, który blokował ratyfikację, była nie treść traktatu, ale kontrowersyjne prawo prasowe. Gabinet Roberta Fico w styczniu br. przyjął projekt ustawy ograniczającej prawa wydawców prasy, przeciw czemu zaprotestowała opozycja, media i część międzynarodowych środowisk dziennikarskich. Partie opozycyjne zagroziły, że zablokują ratyfikację Traktatu Lizbońskiego, jeśli rząd nie wycofa się ze spornych zapisów.
Do kompromisu nie doszło i ostatecznie prawo prasowe przeszło wczoraj w parlamencie bez poprawek. Opozycyjna Słowacka Unia Chrześcijańska i Demokratyczna - Partia Demokratyczna (SDKÚ-DS) byłego premiera Mikuláša Dzurindy zapowiedziała wówczas, że nie weźmie udziału w głosowaniu nad ratyfikacją. Ruch Chrześcijańsko Demokratyczny (KDH) również zapowiedział, że nie poprze traktatu. Jego członkowie pozostają przeciwni jego zapisom. Jednolity front opozycji zaczął się jednak kruszyć. Członkowie Partii Koalicji Węgierskiej (SMK) - najbardziej proeuropejskiego stronnictwa na Słowacji - nie chcieli przyjmować jednoznacznego stanowiska.
Dziś przewodniczący SMK Pál Csáky zapowiedział, że jego partia zagłosuje razem z rządem. To daje zwolennikom traktatu niezbędne 90 głosów w 150 osobowym parlamencie. Jednocześnie Csáky zaprzeczył, pogłoskom o zbliżeniu między SMK a rządzącą partią SMER. Stwierdził, że nadal uważa premiera Fico za populistę i w żaden sposób nie zamierza wspierać jego polityki.
Głosowanie nad traktatem ma się odbyć jeszcze dzisiaj.