.
Václav Klaus i Jan Švejnar wpisani w oficjalny sztandar czeskiego prezydenta. [źródło: tyden.cz]
Emocje nie opadają. Do dwójki dotychczasowych kandydatów dołączył trzeci - wyznaczony przez komunistów z KSČM. Tak więc Václav Klaus i Jan Švejnar zmierzą się w najbliższy piątek z Janą Bobošíkovą - obecnie europarlamentarzystką, wcześniej dziennikarką. Ani nowa kandydatka, ani wspierający ją komuniści nie ukrywają, że chodzi im tylko o zagranie taktyczne.
KSČM ogłosiło dziś, że wciąż chce negocjować z socjaldemokratami z ČSSD i Partią Zielonych o możliwym poparciu dla Jana Švejnara. Warunkiem wstępnym takich rozmów jest wycofanie poparcia Zielonych dla budowy elementu tarczy antyrakietowej w Czechach. Zieloni jednoznacznie odrzucają tę propozycję. Brak porozumienia z komunistami praktycznie wyklucza szanse Jana Švejnara na prezydenturę.
W tej sytuacji najbardziej prawdopodobny jest sukces Klausa. Mimo to, popierający go konserwatyści z ODS nie są w najlepszych nastrojach. Dziennik Lidové noviny na swojej stronie internetowej obszernie pisze o konflikcie między premierem, a jednocześnie prezesem ODS Mirkiem Topolánkiem a wiceszefem partii Pavlem Bémem. Politycy oskarżają się nawzajem o błędy, które ich zdaniem, doprowadziły do porażki Václava Klausa podczas głosowania w ostatni weekend. Sytuację premiera dodatkowo komplikuje fakt, że współrządząca z ODS Partia Zielonych, w wyborach prezydenckich popiera Švejnara. Komentatorzy coraz głośniej zastanawiają się, czy koalicja przetrwa tę elekcję.
Nie milkną też głosy o naciskach wywieranych na parlamentarzystów, aby poparli jednego lub drugiego kandydata. Jak donosi portal tyden.cz, dwóch senatorów niezależnych przyznało, że ktoś z ODS próbował ich przekupić, aby oddali głos na Klausa. Obaj odmawiają ujawnienia nazwiska tych osób, nie chcą też wnieść sprawy do sądu.
Specyficznymi metodami przekonywani są też parlamentarzyści z drugiego obozu. Wczoraj pięciu z nich dostało listy z nabojem w środku. Media od razu zkrytykowały "mafijne metody", które stają się częścią czeskiej sceny politycznej. Czwórka adresatów to niezależni posłowie i senatorowie, którzy oddali swój głos na Klausa. Piąty - poseł ČSSD - nie poparł żadnego z kandydatów. Sprawą listów zajęła się policja.
Rozgrywki przed kolejną rundą wyborów czeskiego prezydenta coraz bardziej przypominają akcję filmu kryminalnego. Niewykluczone, że z czasem będzie jeszcze ciekawiej, bo jak narazie niewiele wskazuje na to, że w piątek całość zakończy się happy endem.